Ona, między szufladami, wspomnieniami, w regałach książek, labiryntach słów, znów, spokojność... Termometrami, gorączkowo odczytywanymi prawie czterdziestoma stopniami przywitała wschód słońca.. Nie do końca czuła się dobrze, ale był dziś ważny dla Niego dzień. Mimo, iż odsunął ją w cień, stwierdziła, że dotrzyma słowa, gotowa pojechać tam i spotkać spojrzenie odtrącające, nie-chcące, obojętnie-patrzące. Mimo iż ciało gorące, ubrana w 2 bluzy i kurtkę, przekroczyła furtkę za którą nie było już odwrotu. Powrotów się nie spodziewała, ale obiecała - i słowa dotrzymać chciała. Obiecała wesprzeć, choćby nie wiem co. Obiecała dawniej - zanim przyszło zło.
I chłód..
Problemów w bród ale one są niewielkie, nieważne, nieistotne, przecież.. mało mnie w życiu spotkało. Wieczorne kakao łagodzi anginą podrażnione gardło, a łzy płyną spokojnie - monotonnie aczkolwiek niemonotonicznie.. WIEM- zbyt histerycznie się zachowuję aczkolwiek wycieńczona brakiem jedzenia, schronienia w ramionach, oparcia, nie panuję nad uczuciami...
Rozdarcia między pomiędzy, między radością, że Tata się cieszy, jutro jedzie do "III Rzeszy " - znienawidzonych przeze mnie Niemiec.. a miał zostać do marca.. no cóż..
Czas, którego brak, czas potykania się o zmęczeniem przygniecione stopy, czas, gdy się wszystko zmienia- m.in punkt widzenia, dorosłam ?
A więc.. Retrospekcyjne paranoje we dwoje.
Bilans dnia.
5x cappucino z czekoladą
2x antybiotyk
jakieścoś na zbicie gorączki
jakieścoś na ból głowy
jedzenie-brak [gardło nie pozwoliło]
Uśmiech od 10:21 do 13:30
Piosenka dnia : Duffy - Distant Dreamer.
Blok nieczynny!
Zarejestrowanych użytkowników: 3.
Wpisów na Blogu: 5.